W polskim szkoleniu piłkarskim brakuje jednej rzeczy bardziej niż talentu, sprzętu i pieniędzy razem wziętych — jasno zdefiniowanych zasad. Klub mówi „pasja", rodzic mówi „rozwój", trener mówi „dam radę", a po dwóch latach okazuje się, że każdy z nich rozumiał te słowa inaczej. Zawodnik trafia w środek tego nieporozumienia i płaci za nie najwyższą cenę — utratą radości, frustracją, decyzją o rzuceniu sportu w wieku dwunastu lat.
W KP Atak Sopot postanowiliśmy zapisać wszystko, czego od siebie wymagamy. Nie po to, żeby wisiało na ścianie szatni i robiło wrażenie na zwiedzających rodzicach. Po to, żeby każdy — zawodnik, rodzic, trener — mógł nas z tego rozliczyć. I żebyśmy my mogli rozliczać każdego, kto z nami pracuje.
Kodeks ATAK to nie deklaracja. To kontrakt. Trzy strony, każda z własnymi siedmioma zobowiązaniami.
Trzy kodeksy — Zawodnika, Rodzica, Trenera — bo trzy są strony tego procesu. Dziecko trenuje, ale samo nie wytrenuje się skutecznie. Rodzic płaci i wozi, ale samo płacenie i wożenie nic nie znaczy. Trener prowadzi, ale bez wsparcia z domu trening kończy się na boisku. Wszystkie trzy strony muszą rozumieć, do czego się zobowiązują — inaczej cały system się sypie.
Każdy kodeks zawiera siedem zasad. Nie dziesięć — bo nie chcemy wciskać dwóch dodatkowych na siłę. Siedem to maksimum, które dziecko, rodzic i trener są w stanie zapamiętać i stosować w codziennej pracy. Niżej każda z dwudziestu jeden zasad rozwinięta jest do konkretu — co znaczy w praktyce, dlaczego ma sens, kiedy się pojawia.
Można nie zgodzić się z którymkolwiek z punktów. Można wybrać inny klub. Nie można przyjść do nas, podpisać deklaracji członkowskiej, a potem grać według własnych zasad. To wszystko, co mówimy temu, kto zaczyna z nami pracę.